Ustawa o sądach powszechnych groźna dla własności intelektualnej startupów

Wydawać by się mogło, że własność intelektualna to ostatni zasób, który można znacjonalizować. Jednak w natłoku emocji wokół przeprowadzanych w pośpiechu reform polskiego sądownictwa, umyka uwadze artykuł 175f noweli Prawa o ustroju sądów powszechnych, zgodnie z którym Minister Sprawiedliwości może na 20 lat pozbawić autora oprogramowania autorskich praw majątkowych do programu komputerowego.

Minister Sprawiedliwości może, w drodze decyzji, przyznać Skarbowi Państwa uprawnienia wynikające z autorskich praw majątkowych do programu komputerowego obsługującego sądowe systemy informatyczne, zwanego dalej „programem komputerowym”, w zakresie niezbędnym do wykonywania zadań sądów - czytamy w ustawie, przyjętej bez poprawek przez Senat 15 lipca.



Przepis wydaje się być krojony na miarę pod szczególne przypadki, w których to sądy nie mają dostępu do kodu zamówionego w przeszłości oprogramowania, od którego w dużym stopniu zależy ich funkcjonowanie. Takie sytuacje najczęściej wynikają z niedbale konstruowanych w przeszłości umów w zamówieniach publicznych, w których zamawiający często nie gwarantują przeniesienia praw autorskich majątkowych i należytego dostępu do kodu oraz dokumentacji.

Tak skonstruowane prawo powoduje, że tworzenie i rozwój oprogramowania dla
sektora publicznego na zasadzie licencjonowania staje się ryzykowne, ponieważ może być w każdym momencie podważone. Oprogramowania oferowane w takim właśnie modelu jest atrakcyjne dla instytucji publicznych ze względu na niższą cenę, niż w przypadku oprogramowania tworzonego na wyłączność dla konkretnej jednostki Różnica w cenie wynika z faktu, że oferując licencję, dostawca może sprzedawać dane rozwiązanie wielu podmiotom. Możliwość zmiany przez instytucję publiczną modelu współpracy z licencyjnego na jednorazową sprzedaż produktu powoduje,że umowy licencyjne, do tej pory chętnie zawierane przez instytucje publiczne, całkowicie tracą sens biznesowy
- zwraca uwagę Tomasz Stachewicz, współzałożyciel warszawskiego software house’u Rebased


Tego rodzaju przepis otwiera drzwi do groźnych precedensów. Skoro bowiem jedną ustawą można wywłaszczyć z praw autorskich firmę dostarczającą oprogramowanie dla sądów, to co stoi na przeszkodzie, by w kolejnych ustawach podobne przepisy zastosować dla innych zamówień publicznych? Co z dostawcami oprogramowania dla spółek skarbu państwa, ministerstw, samorządów? Stosując tę logikę, je także powinien chronić ważny interes państwa!

Decyzja [o wywłaszczeniu] może zostać wydana, jeżeli zagrożona jest sprawność działania lub ciągłość funkcjonowania programu komputerowego lub systemu teleinformatycznego wykorzystującego program komputerowy, lub jeżeli zapewnienia ich sprawności działania lub ciągłości funkcjonowania wymaga ważny interes państwa lub dobro wymiaru sprawiedliwości, a porozumienie w tym zakresie z osobą, której przysługują autorskie prawa majątkowe do programu komputerowego, napotyka przeszkody - czytamy w ustawie (http://orka.sejm.gov.pl/opinie8.nsf/nazwa/1491_u/$file/1491_u.pdf).

“Ważny interes państwa” i “przeszkody w porozumieniu” to wyjątkowo nieprecyzyjne pojęcia. Skoro resort sprawiedliwości może na mocy decyzji ministra nabywać prawa autorskie do cudzego oprogramowania, to dlaczego nie inne podmioty, które także realizują interes państwa? Przecież powinno przysługiwać im podobne prawo, jeżeli w dawnych umowach z wykonawcami zapomniały zagwarantować przeniesienia autorskich praw majątkowych lub, w najgorszym scenariuszu, świadomie zdecydowały się na zakup wyłącznie licencji, choć chcą być właścicielem całej technologii?

Możemy wyobrazić sobie czarne scenariusze, w których np. startupy fintechowe, od których będzie zależeć w jakimś stopniu funkcjonowanie pozostających w rękach skarbu państwa spółek, z uwagi na ważny interes państwa utracą prawa autorskie majątkowe do swoich technologii lub sytuacje, w których z obawy o “drenaż mózgów” przez zagranicznych inwestorów, startupy będą przez państwo tymczasowo pozbawiane własności intelektualnej, aby zablokować zagraniczne inwestycje.

Jaki startup zostanie w kraju, w którym w każdej chwili może zostać znacjonalizowany, bo według urzędnika jego produkty są strategiczne dla kraju? Jaki pomysłodawca założy startup w kraju, w którym wycena własności intelektualnej może zostać w każdej chwili zakwestionowana przez urzędnika skarbowego i będzie to ostateczna decyzja od której nie ma odwołania? - pyta retorycznie Tomasz Małecki, prezes Lubelskiego Parku Naukowo-Technologicznego i ambasador Startup Poland w województwie lubelskim.

Nowela Prawa o ustroju sądów powszechnych w tym kształcie to źródło uzasadnionych obaw całego środowiska startupów. Co więcej, stoi w jawnej sprzeczności z retoryką innowacji w wydaniu Prezydenta i resortów Rozwoju oraz Nauki i Szkolnictwa Wyższego, która zachęca startupy i spółki skarbu państwa do współpracy, a inwestorów w Polsce do budowania relacji z zagranicznymi koinwestorami Venture Capital.

Proponowane zapisy noweli wysyłają do startupów i innowatorów jasny sygnał: państwu polskiemu nie można ufać w zakresie ochrony własności intelektualnej, która w dowolnym momencie może być podporządkowana decyzji o wywłaszczeniu.

Żyjemy w czasach globalnej konkurencji o talent, a startupy mogą budować swój biznes w dowolnym miejscu na Ziemi. Jeśli państwo nie zagwarantuje przedsiębiorcom technologicznym niezbywalnego prawa do dysponowania własnością intelektualną, wszelkie strategie budowania gospodarki opartej na wiedzy zakończą się na etapie prezentacji w PowerPoint.
Trwa ładowanie komentarzy...